zaloguj   |   załóż konto
czwartek, 18 października 2018

Skąd się wzięło Halloween?

Czy to faktycznie amerykańskie święto i co ma wspólnego z Dziadami?


Tak naprawdę Halloween to stara tradycja, wywodząca się z Celtyckiego święta Samhain (czyt. sauń). All Hallowe E'en, czyli wigilię Wszystkich Świętych, celebrowano 31 października, ostatniego dnia roku (i lata) wg kalendarza Celtów. Wierzyli oni w życie po śmierci i wędrówkę dusz zmarłych. Tej nocy zbierali się przy ogniskach, składali ofiary bogu śmierci - Samhain i odprawiali rytuały, by duchy odeszły z tego świata i nie niepokoiły żyjących. Szykowali też specjalną strawę dla zbłąkanych dusz.

A skąd się wzięła wydrążona dynia? Na ceremonię Samhain Celtowie przychodzili zawsze z wydrążoną rzepą, w środku której umieszczali świecę. Jej światło miało odstraszyć złe moce. Przebierali się też w niecodzienne stroje, aby złe duchy nie mogły ich rozpoznać.

W Ameryce Halloween pojawiło się dopiero w XIX wieku, kiedy przywędrowało tam wraz z Irlandzkimi imigrantami. Do dziś Halloween jest jednym z najpopularniejszych świąt w krajach anglosaskich, jednak tylko w Irlandii jest świętem państwowym.


autor nieznany "Dziady", przed 1917

Dziś w Polsce uroczystości początku listopada kojarzą się z chrześcijańskimi obrzędami dnia Wszystkich Świętych (1 listopada) oraz Zaduszek (2 listopada), ale także tradycyjnym, odwiedzaniem grobów, niezwiązanym z przynależnością wyznaniową.

Ale kiedyś 31 października, obchodzono również Dziady, zwane inaczej Nocą Zaduszkową. Dlaczego?

Dziady (znaczenie: przodkowie) odbywały się w wigilię Wszystkich Świętych i, pod różnymi nazwami, bardzo długo funkcjonowały u większości Słowian i Bałtów. Wywoływano wtedy dusze zmarłych, aby zapewnić im szacunek i opiekę, a sobie spokój.

Kult przodków towarzyszył człowiekowi od zawsze i związany jest z każdą kulturą czy religią, w której nie wierzy się w reinkarnację. Jego pierwsze ślady sięgają epoki paleolitu (25 tysięcy lat temu). W tradycji słowiańskiej związane z nim święta obchodzono kiedyś kilka razy w roku, najważniejsze 2 maja i około 2 listopada (kalendarz wyznaczały wtedy fazy księżyca). Dopiero Kościół katolicki wyrugował obchody wiosenne, łącząc je z Wielkanocą, a jako przeciwwagę dla pogańskich Zaduszek wprowadził dzień Wszystkich Świętych. Początkowo obchodzono go w pierwszą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego, a od 835 roku, zawsze 1 listopada. Aby jednak nadać tradycyjnym pogańskim obrzędom (nadal praktykowanym) chrześcijański charakter, papież Sylwester II w 999 roku oficjalnie zatwierdził także Zaduszki obchodzone 2 listopada.

Swoista mieszanka obrzędów religijnych i dawnych pogańskich zwyczajów ma zbliżać żyjących do przodków i pełnić role opieki nad duszami zmarłych. Uległy one przemianom i dziś nadal bywają praktykowane, choć w innym kształcie. Najważniejsze z nich to palenie ogni i karmienie dusz.


Joža Uprka "All Souls' Day", 1897, olej na płótnie, Galeria Narodowa w Pradze

Palenie ogni kiedyś przejawiało się w rozpalaniu ognisk aby oświetlić drogę (lub dać ciepło) błąkającym się duszom (najpierw na rozstajach dróg, potem w pobliżu cmentarzy). Ogniska rozpalano często z chrustu zbieranego na mogiłach przez cały rok, a jeszcze w XIX w na groby rzucano świeżo ułamane gałązki drzew. Symbolika dorzucania drewna do stosu, podczas palenia zwłok w czasach pogańskich miesza się więc z szerszą symboliką ognia - jego funkcji opiekuńczej i ożywiającej, a w chrześcijaństwie ogień (światło) jest symbolem wiary.
Dziś "palenie ogni" pozostało w tysiącach zniczy na grobach (zresztą zwyczaju nieznanym na zachodzie Europy) i... świeczek w dyniowych latarniach.

Przybywające na "ten świat" dusze, aby zapewnić sobie ich przychylność, "karmiono" miodem, kaszą, jajkami, kutią i wódką (na Bałkanach raczej rakiją lub winem) podczas specjalnych uczt przygotowywanych w domach lub na cmentarzach (bezpośrednio na grobach). Podczas uczt domownicy zrzucali lub ulewali części potraw i napojów dla dusz zmarłych na stół, podłogę lub grób.

"Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołuje dusze nieboszczyków... [...] Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewem przynosi ulgę duszom czyscowym"
Adam Mickiewicz

Utrzymujący się najdłużej, zwyczaj pieczenia długich bułek ze znakiem krzyża i zanoszenia ich na cmentarze w Polsce też już zanikł, ale np. w Katalonii nadal powstają słodkie kulki panellets, a także smażone na oliwie migdałowe ciasteczka Huesistos de Santo (czyli "święte kości").

Więc, choć korzenie zwyczajów Halloween wydają się takie "nie nasze", a sama zabawa komercyjna i czasem zakrawająca o kicz, w karmieniu przebierańców - straszydeł powstałych z grobów - można dopatrzeć się analogii z rodzimymi Dziadami.
Może więc uznać, nie rezygnując 1 i 2 listopada z zadumy nad grobami bliskich, że każda okazja do pieczenia jest dobra i przygotować dla dzieciaków przebranych za straszydła kosz słodkich ciasteczek?



Szwajcarskie Totbeinli, czyli "kosteczki zmarłych"
(za Hanną Szymanderską)


125 g mielonych orzechów laskowych i 125 grubo posiekanych, szklanka cukru, szklanka mąki, skórka otarta z 1 cytryny, pół łyżeczki mielonego cynamonu, 3 jajka

Masło ucieramy z cukrem pianę, cały czas oddając po 1 jajku, łyżce mielonych orzechów i mąki. Potem dodajemy cynamon i skórkę z cytryny. Wyrabiamy ciasto i dodajemy siekane orzechy.

Ciasto rozwałkowujemy dość grubo, kroimy na 4-6 części, układamy na blasze i wstawiamy do lodówki, żeby odpoczęło.

W piekarniku nagrzanym do 160 st. C pieczemy na jasnozłoty kolor, wyjmujemy, kroimy na niewielkie kawałki i ponownie zapiekamy na złotobrązowo.

Źródła:



Komentarze (1)


Basia157, 19 października 2018
Pieczemy około 15-20 min

Aby dodać swój komentarz - zaloguj się ».
Nie masz jeszcze konta? Załóż konto »

Agnieszka Klimczak

Podpowiadam (przyszłym) właścicielkom "słodkich" firm jak godnie zarabiać i prowadzić firmę w zgodzie ze sobą. Pomogłam już setkom pasjonatów i zawodowych cukierników. Jako praktykująca od lat nauczycielka i świetna słuchaczka, umiem wspierać w rozwoju i trafnie identyfikować potrzeby. Wiem, że rozwiązania idealne nie istnieją. Ale są drogi na skróty. Wiem które warto wybierać, a których lepiej unikać. Moją największą pasją jest dzielenie się tą wiedzą.
Przez kilkanaście lat własnej działalności gospodarczej (m.in. kawiarnia i pracownia tortów artystycznych) oraz dzięki doświadczeniu pracy na etacie, ukończonym studiom, kursom, szkoleniom, przeczytanym książkom i wnikliwej obserwacji rynku, zyskałam solidną wiedzę i potężną dawkę doświadczenia.
Byłam dyrektorką i nauczycielką Akademii tortownia.pl.
Jestem także autorką publikacji w branżowej prasie cukierniczej oraz wydawcą i redaktorką merytoryczną pierwszych w Polsce książek o dekoracjach cukierniczych.
Skończyłam studium podyplomowe Mazowiecka Akademia Firm Rodzinnych (Family Business Academy) w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.
Firmę tortownia.pl prowadzę od 2006 roku.

Więcej informacji o mnie...



W Akademii tortownia.pl prowadzi szkolenia:


Kurs online: SŁODKA FIRMA bez obaw przed formalnościami i konkurencją

Indywidualne konsultacje: zakładam słodką firmę




 Przeczytaj też:


Słodkie tajemnice Bożeny Sikoń

Cukrowe Animacje Carlosa Lischetti

"Domek z Piernika" w tortownia.pl

Pańska skórka.

Bunt biskupa przeciw czekoladzie


Kategorie: słodkie opowieści, przepisy, cukiernictwo



Szukaj

Kategorie
Autorzy

Agnieszka
Klimczak

Tadeusz
Branecki

Bożena
Sikoń

oraz goście »

Archiwum bloga